Od wspinaczki na Burdż Chalifa, po zjechanie motocyklem z klifu – o kaskaderskich wyczynach Toma Cruise’a krążą legendy. 62-letni gwiazdor słynie z tego, że odmawia korzystania z pomocy wykwalifikowanych dublerów i samodzielnie wykonuje niemal wszystkie akrobacje – m.in. za sterami samolotów. Trzykrotny zdobywca Złotego Globu, który ma licencję pilota od 1994 roku, ze swoich uprawnień korzystał wielokrotnie. I coraz wyżej stawia sobie poprzeczkę.
Przygotowując się do występu w nadchodzącej ósmej części kultowej serii „Mission: Impossible” Cruise pobierał lekcje latania na dwupłatowym Boeingu B75N1 Stearman z 1941 roku. „Tom nauczył się latać dwupłatowcem i zamierza wykorzystać wiedzę i zdolności w praktyce. Chce zaprezentować możliwie najbardziej spektakularne akrobacje” – ujawniła zeszłej wiosny w rozmowie z „The Sun” osoba z bliskiego otoczenia aktora.
Podczas pracy nad produkcją „Mission: Impossible – The Final Reckoning”, która trafi na ekrany kin 23 maja, nieustraszony gwiazdor zmierzył się także z innym wyzwaniem. Jak ujawnił w rozmowie z magazynem „Empire”, kręcąc podwodną sekwencję przebywał w wypełnionym wodą zbiorniku przez aż 10 minut, nosząc specjalnie zaprojektowany kombinezon i maskę. W tym czasie członkowie ekipy monitorowali parametry zdrowotne aktora, czuwając nad tym, by nie doszło u niego do niedotlenienia.
„Wdychałem własny dwutlenek węgla, który gromadził się w ciele i wpływał na moje mięśnie. Trzeba to po prostu przezwyciężyć i pozostać obecnym” – stwierdził gwiazdor, najwyraźniej niezbyt przejęty ryzykiem, jakie podjął. Zatrucie dwutlenkiem węgla grozi bowiem zaburzeniami świadomości, utratą przytomności, a nawet śmiercią. „To był przerażający i cholernie wymagający wyczyn” – dodał w poważniejszym tonie reżyser obrazu Christopher McQuarrie. Cruise pobił tym samym swój dotychczasowy rekord. Realizując podobne ujęcie na planie 5. części „Mission: Impossible” zdołał wytrzymać pod wodą 6 minut.
Aktor przyznał w jednym z poprzednich wywiadów, że gdy na potrzeby 8. odsłony serii wykonywał inny kaskaderski popis, kilkakrotnie zemdlał. Mowa o scenie, w której Cruise zwisa z szybującego samolotu. „Kiedy wystawiasz twarz z maszyny, która leci z prędkością 190–210 kilometrów na godzinę, nie dostajesz tlenu. Chwilami traciłem przytomność. Nie byłem w stanie wrócić do kokpitu. Musiałem nauczyć się oddychać w odpowiedni sposób” – ujawnił gwiazdor.
A jednak, mimo wiążących się z tym niebezpieczeństw, Cruise nie potrafi zrezygnować z kręcenia widowiskowych ujęć. Jak sam podkreśla, jest uzależniony od adrenaliny. „Jestem bardzo fizycznym aktorem. Najpierw studiuję całą scenę, a potem zdobywam nowe umiejętności, których wymaga dany popis i trenuję, trenuję, trenuję. Złamałem sobie przy tym kilka kości, ale uwielbiam to” – zdradził aktor, goszcząc swego czasu w programie „The Graham Norton Show”. (PAP Life)