Rozmowa z Jagodą Nowik, psycholog sportu
Posłuchaj rozmowy Tomasa Skorego:
Tomasz Skory: Reprezentacja Polski szczęśliwie wygrała wczoraj z Armenią. To określenie „szczęśliwie” jest słowem bardzo ważnym - może nawet kluczowym. Wygraliśmy w doliczonym czasie, po godzinie - mam wrażenie - bezładnej bieganiny. W przewadze liczebnej i to nad drużyną - powiedzmy- nie najsilniejszych przeciwników. Co się dzieje w głowach zawodników, którzy wiedzą - widać to gołym okiem - że są słabi jako drużyna? Przeżywają? Czy to ich mobilizuje?
Jagoda Nowik: Najlepiej jakby potrafili odciąć się od tego, co dzieje się w ich głowach. Jeżeli są to myśli negatywne, które mają wpływ na to, że myślą o sobie nie do końca dobrze… Sposobem na to - który ćwiczy się u zawodników w treningu mentalnym - jest umiejętność odcinania się od takich myśli, bo one do niczego dobrego nie prowadzą. Nie widziałam wczorajszego meczu. Widziałam tylko komentarz Roberta Lewandowskiego na koniec. Wynika z tego, że nie do końca umieli się odciąć od tego, co się działo.
Psychologia sportu to jest dziedzina zajmująca się motywowaniem, opanowywaniem, wykorzystywaniem emocji związanych ze sportem, rywalizacją - nie tylko z przeciwnikiem, ale i z samym sobą. Ma pani wrażenie, że to wszystko dzieje się kosztem tych, których sport umiarkowanie obchodzi, ale są skazani na uczestniczenie w nim? Matek, żon, kochanek, partnerów, partnerek, dzieci itd.?
Pewnie ma pan na myśli kibicujących mężów, synów w domach…
W wielu domach tak to wygląda. Pan siedzi i ogląda mecz, a cała reszta rodziny stara się nie wchodzić mu na odcisk, bo jak wejdzie - to dostanie po głowie.
Jeśli drużyna przegrywa to pewnie tak. Jeżeli drużyna wygrywa...
... to można liczyć na dodatkową tygodniówkę.
Badania pokazują, że wycofanie bodźca zagrażającego - czyli np. oczekiwania na bramkę… Kiedy bramka w końcu pada – to wpływa na uległość.
To pan na kanapie się rozluzowuje i jest gotów iść wyrzucić śmieci.
Polecam paniom wykorzystywać to.
Sąsiadka, którą rano spotykam w windzie powiedziała: „Nic z tego nie rozumiem. Jacyś Ormianie gonili naszych - cudem udało się im wygrać. Milik ma coś z nogą, darli się jak wariaci. Córka zasnąć nie mogła" - taki obraz meczu pozyskałem dziś rano. Stąd pytania o to, co dzieje się w głowach tych, którzy muszą kibicować, bo nie ma innego wyjścia - bo pan domu kibicuje. Jako psycholog sportu rozumie pani sportowców i ich emocje. Jako kobieta - niechęć matek, żon, kochanek, dzieci… To są rzeczy do pogodzenia? Interesy kibiców i tych, którzy obcują z kibicami?
Nie wiem, czy tu można mówić o niechęci. Osobiście się z tym nie spotykam, ale to może z racji zawodu i otoczenia, które sprzyja temu, że lubimy oglądać widowiska sportowe. Nie ma w tym nic złego. Na pewno większa intensywność przeżywanych emocji jest wtedy, kiedy kibicuje grupa. Jeżeli pani w domu nie jest do końca chętna na wielkie zamieszanie, sportowe emocje - polecam ukrócić mężowi zapraszanie kolegów. Badania pokazują, że jeżeli jesteśmy w grupie, w towarzystwie...
„Stefan, nie ma mowy - żadni koledzy nie przyjdą na mecz”.
Niech Stefan idzie do Zbyszka.
„Idź do Zbyszka, ale mi tu nie siedź”. Starałem wyobrazić sobie, jak wyglądałaby próba pogodzenia tych emocji. Może ona polegać albo na przekonaniu pań do sportu - co skończy się oświadczeniem: „Stefan, w życiu nie zrozumiem, na czym polega spalony. Nie zawracaj mi głowy, nie chcę tego zrozumieć. Grzywka Krychowiaka jest bez sensu itd.". Ewentualnie można spróbować przekonać panów, że sport nie jest taki ważny. Wtedy usłyszymy: „Kochanie, pójdę wyrzucić śmieci, ale za 6 minut dokładnie. Synku, zrobimy lekcje, ale idź zatemperuj ołówki i temperuj je przez 6 minut, bo tyle zostało do przerwy". Tak to się kończy – moim zdaniem - to jest nie do pogodzenia.
Nie do pogodzenia - w tym, co pan powiedział - jest bardziej to, że nie ma sensu przekonywać do tego, że sport jest albo nie jest ważny. Jeżeli dla kogoś jest ważny - to pewnie taki będzie. Myślę, że to jest walka z wiatrakami.
To w dość powikłany sposób łączy się z psychologią sportu. Skoro sportowiec powinien żyć w harmonii ze sobą i dzięki temu optymalnie wykorzystywać swoje możliwości - to może warto, żeby działał też w harmonii z otoczeniem - kibicami? Żeby ci kibice działali w harmonii z otoczeniem - z rodziną, bliskimi, których w ogóle nie obchodzi to, co się dzieje na ekranie? Mają przecież takie prawo.
To się zgadza - tak powinno być. Pytanie - dlaczego to nie współdziała w harmonii...
... może nie współdziała, bo sport odgrywa w naszym życiu zbyt dużą rolę? Nie pomyślała pani o tym? Te emocje pochodzą głównie z telewizora- to emocje zaciągające się papierosem, pociągające z puszki - nie można powiedzieć, żeby to były tylko sportowe emocje. To jest tylko pretekst.
Wchodzimy w trochę inny obszar. Jak mówimy zwyczajnie o sportowych emocjach - to jeden woli sobie wieczorem poczytać książkę, inny obejrzeć mecz, Mistrzostwa Świata w lekkoatletyce… Natomiast piwo i papierosy niekoniecznie mają coś wspólnego ze sportem.
Ale czerpią emocje ze spotu. Swoją drogą - nie bawi to pani? Tacy brzuchaci, wyciągnięci na kanapach panowie? Zaciągający się papierosami?
Którzy wiedzą wszystko najlepiej.
Spece od biegania.
Od biegania po boisku. Mnie to bawi.
Eksperci od taktyki.
Ja nie mam takiego problemu w domu. Mąż nie kibicuje specjalnie. Mamy raczej zwyczajowe podejście do sportu. Tacy panowie, którzy zaciągają się papierosem i pociągają łyk piwa...
Ale takie emocje!
To jest sposób na ich rozładowanie. Problem leży zdecydowanie gdzie indziej. Niekoniecznie psycholog sportowy jest w tym kompetentny.
Problem jest - oto może jesteśmy na tropie nowej specjalności psychologicznej - psychologia partnera kibica. Jakoś ładnie można byłoby to nazwać i urządzić katedrę, na którejś z uczelni.